Wszystko co ostatnio ma miejsce jest "ostatnie" jeśli myślę w kontekście studiów. Naprawdę CIĘŻKO mi uwierzyć, że te trzy lata tak szybko zleciały. Dokładnie pamiętam swoje pierwsze szkolenie BHP, stres przed anatomią, brak umiejętności nauki DWÓCH STRON na zajęcia z podstaw pielęgniarstwa. Szybko się nauczyłam uczyć w jeden dzień i paruset stron i do dziś płonę ze wstydu i płaczę ze śmiechu na myśl, że nie potrafiłam nauczyć się na pierwsze zajęcia paru płynów do dezynfekcji rąk.
Ostatnie zajęcia miałam dość dawno, bo miałam genialnie ułożony plan zajęć - cały maj wolny, kwiecień praktycznie też, nie licząc pojedynczych zajęć, wf czy ostatnich praktyk.
Moje ostatnie praktyki to był właśnie OIOM, ostatnie zajęcia na tej uczelni to anestezjologia, którą spędziłam na OIOMie dziecięcym i nowoczesnym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym dostosowanym do najnowszych standardów i robiącym ogromne wrażenie.
Teraz uczę się do ostatniej sesji letniej, egzaminów dyplomowych teoretycznych i praktycznych, a później już tylko obrona pracy licencjackiej.
I oczekiwanie na prawo wykonywania zawodu.
Na chwilę obecną wszystko mnie przeraża bardziej niż ekscytuje - to uczucie, że musisz zdać tą sesję, że mimo tego, że jeszcze nigdy nie miałeś poprawek to i tak się boisz, że tym razem powinie Ci się noga, że egzamin praktyczny brzmi jak zły sen, a obrona brzmi jak odległy koszmar, który nigdy Cię nie spotka.
A to wszystko już za moment. I będę pielęgniarką. Porzucę identyfikator "Student Śląskiego Uniwersytetu Medycznego" i nie będę mogła pytać "A przepraszam, myśli Pani, że ta żyła jest ok? Mogę tu się wbić?" albo "A co oznacza to oznaczenie na monitorze?". Matko boska. Tak bardzo chce i tak bardzo się boję, że nie wiem co czuję.
Na chwilę obecną nie pozwalam jednak na dopuszczenie do siebie jakichkolwiek emocji i staram się o tym nie myśleć. Skupiam się na nauce. Teraz miałam bardzo dużo formalnych rzeczy do załatwienia w związku z kończeniem studiów, szukaniem mieszkania (wciąż szukam!), składaniem pracy licencjackiej, wypełnianiem miliona papierów, jeżdżeniem i zbieraniem podpisów, uzupełnianiem dzienniczka, zastanawiania się nad wyborem studiów na kolejne dwa lata (dalej nie wiem!), dopracowywaniem pracy pod okiem promotora. I to wszystko nie pozwalało mi tak w pełni odczuć, że sesja się zbliża, że wszystkie braki nadrobię teraz albo nigdy, że materiału jest mnóstwo, że po sesji z bieżacych przedmiotów czeka mnie egzamin z wszystkich przedmiotów z trzech lat i to bardzo szczegółowy.
Jeszcze nie zmęczyła się nauką i z ogromną chęcią się uczę. Z wielkim zapałem zapisuję włąsnie na kartkę notatki w związku ze klasyfikacją ASA, która odnosi się do ryzyka znieczulenia przy operacji i wcale nie mam ochoty tym rzucić. Ale wiem, że to kwestia czasu.
Na tych studiach zrozumiałam, że zmęczenie psychiczne jest zdecydowanie gorsze, że nie ma nic okropniejszego niż presja czasu i że od nauki możemy się źle czuć nie tylko w środku, ale możemy mieć okropny ból głowy, mdłości, okropnie wyglądać i zasypiać na stojąco robiąc sobie kolejną kawę.