W piątek dyżur nie był dobry. We wtorek dyżur nie był dobry. W środę dyżur nie był dobry.
Oczywiście wszystko robiłam szybko, najlepiej jak potrafię, uśmiechałam
się do każdego, byłam na każde zawołanie, przybiegałam na każdy dzwonek
nim pacjent zdążył do odłożyć, służyłam radą, dobrym sercem, dobrą rękę
(akurat się udało, nie, że zawsze) do wenflonów i pobierania krwi, sprałam krew z koszuli pacjentki, zmieniałam opatrunki nie wzdrygając się na widok brzydkich ran i dużo biegałam - po krew, na badania, ze skierowaniami, z prośbami o konsultację, po leki.
Ale w środku czułam się
okropnie źle. I nic mi się nie podobało, a ponadto wszystko mnie denerwowało.Byłam zmęczona, było
dużo pracy, ciągle ktoś coś chciał i odrywał mnie od mojej czynności przez co wszystko się przedłużało,
niektórzy byli niemili albo wymagali od nas więcej niż mogłyśmy zrobić. Niektórzy nie rozumieli, że nie możemy podać po raz kolejny leku bo po pierwsze nie wolno, a po drugie lekarz nic nam nie zlecił i to nie moja wina.
Denerwowało mnie to, że nie mamy odpowiedniej maści na odleżyny i muszę użyć czegoś prowizorycznego, że nasz glukometr nadal nie działa i muszę biegać na drugą stronę trzy razy dziennie, że po raz kolejny biorę ciśnieniomierz, który nie działa, idę po kolejny, zakładam, nie mierzy, idę po kolejny i jakimś cudem działa. Wkurzał mnie stan łóżek, które się rozpadają i za które to ja dostaję opiernicz.
Miałam też jakieś swoje gorsze dni, gorszy nastrój, ból brzucha z powodów kobiecych i chciałam po prostu jak najlepiej wykonać swoją pracę i pójść do domu. Nie zostać tam ani minuty dłużej i nie wracać przez najbliższy czas.
Cieszę się, że dziś mam już inne nastawienie i chyba musiałam przespać te naście godzin, by z nową energią wrócić do pracy. Czeka mnie dwanaście godzin w sobotę i dwanaście w niedziele, ale jestem niemalże pewna, że będzie super.
Z medycznych ciekawostek - widziałam pierwszy raz napad padaczkowy i chyba się już nie obawiam co robić, jak robić, jak to wygląda. Jak widać na internie może być wszystko, a nawet duża część neurologii - mamy pacjentów z napadami padaczkowymi, ze świeżymi udarami i pacjentów po udarach, guzy mózgu, stwardnienia rozsiane, niedowłady i wiele innych przypadków niecharakterystycznych dla naszego oddziału.
Swoją drogą, chyba palnęłam głupotę. Czy jest coś co niecharakterystyczne dla interny? Myślę, że nie, bo tutaj jest wszystko. Od stóp (przypadek z środy - odmrożenia palców u stopy) po czubek głowy (przypadek z wtorku - napad padaczkowy).