środa, 25 listopada 2015

I znów prosektorium. Dotykałam serce!

Chciałam jutro (naprawdę, na sercu z ręką!) wybrać się na wykład z ratownictwa, a pod wieczór okazało się, że został odwołany. No cóż, zostanę w domu i pouczę się na kolokwium z dietetyki. Czy może być coś ciekawszego od wiadomości na temat obwodu pasa, który pomoże nam stwierdzić otyłość typu brzusznego (kobiety całe 88 centymetrów), wskazaniach do pozajelitowego żywienia czy informacji, która odmieniła moje życie - w 1 gramie tłuszczu mamy 9 kalorii, więc lepiej zajadać się cukrem bo ma ich o pięć mniej. Jak na imprezie zarzucę takimi ciekawostkami to wszyscy uderzą głową o stół z podziwu i dostanę sto piw gratis. Co z tego, że średnio lubię piwa, ale zawsze fajnie dostać coś gratis.

Wczoraj na anatomii dotykałam wieprzowego serducha, ale i ludzkiego. Niesamowite, piękne i wyglądające CAŁKIEM inaczej niż w książce. Marzę jeszcze o tym, by zobaczyć bijące serce na żywo i móc dotknąć je palcem, by poczuć regularne skurcze, a nawet i migotanie komór, które wygląda tak podniecająco na filmikach, że patrzę, patrzę i nie mogę przestać. I potem szybka defibrylacja po której powraca prawidłowy rytm zatokowy. Dziś już wiem, że odpowiada za niego węzeł zatokowo-komorowy, a co! I kolejne sto piw dla mnie, brawa, brawa oraz owacje na stojąco.

Na anatomii byliśmy znów w prosektorium i pierwszy raz przy zwłokach poleciały mi łzy, bo zwłoki w środku były wypełnione formaliną, przykryte całkiem mokrą płachtą i po prostu niesamowicie szczypało, piekło i drapało wszędzie. Stałam tuż przy stole sekcyjnym i miałam możliwość dotknąć żółądka, serca, wątroby, zobaczyć jelita na żywo i faktycznie są takie jak na filmach - tak długie i ogromne, że połowa leżała na stole. I w końcu potrafię sobie idealnie wyobrazić przestrzenne położenie wszystkich narzódów ze śledzioną (która zresztą wygląda jak cienka gąbka) i trzustką na czele. Magia, magia no po prostu magia.

I ZDAŁAM KOLOSA Z ANATOMII W PIERWSZYM TERMINIE. Pani z anatomii powiedziała nam wcześniej, że to pogrom, że większość nie zdaje w pierwszym terminie, a tu proszę - udało się. I kolokwium z angielskiego również zaliczone i kolejna mikrobiologia. Teraz powoli szykują się najgorsze zaliczenia bo z części wykładowej na której zwykle mnie nie było albo która jest tak obszerna i bez sensu, że po prostu nie zapamiętywałam z tego nic na bieżąco. A teraz nadrób tyle godzin, tyle kartek i tyle tysiący niezrozumiałych słów... Ale dam radę, będę ciężko pracować, by potem być z siebie zadowolona i mieć spokój na święta. Podczas świątecznej przerwy odpocznę za wszystkie czasy, nacieszę się wszystkimi dookoła i książką pod ciepłą kołdrą wieczorną porą.

Cóż, teraz powinnam przestać się nad tym zastanawiać i wrócić do notatek, ponieważ niedługo będzie druga w nocy, a ja chciałabym napajać się do samego rana tą interesującą wiedzą.

sobota, 21 listopada 2015

Pierwszy kolos z anatomii, pierwsze zwłoki

Pierwsze kolokwium z anatomii za mną i muszę przyznać, że o dziwo za bardzo się nie stresowałam ani przed przed, ani z rana ani czekając przed sala aż wyczytają moje nazwisko. Jeśli chcecie wiedzieć jak mi poszło to ciężko mi prorokować, a wyników jeszcze nie ma. Uczyłam się sumiennie i regularnie na każdą anatomię spędzając nad książkami, wielkim Netterem i notatkami po kilkadziesiąt godzin w tygodniu, a ponadto do samego kolokwium przerobiłam setki różnych pytań, doczytywałam i powtarzałam przez długi czas. Na kolokwium było dużo pytań, które były dla mnie nawet fajne i nawet się cieszyłam, ale okazywało się, że brakuje mi niezwykle szczegółowej wiedzy. Wiedziałam, która żyła odkąd dokąd, ale nagle zaczęłam się zastanawiać czy bocznie czy przyśrodkowo czy jeszcze inaczej, a próbując potworzyć sobie każdą żyłe dochodziłam do wniosku, że mam sieczkę zamiast mózgu, a czas leci. Były też mega proste pytania i aż się uśmiechałam jak czytałam o tym gdzie zmierzyć tętno na kończynie dolnej albo o ruchomych połączeniach między kośćmi. Ale teraz czekam na wyniki.

We wtorek na anatomii Pani znów pokazała nam zwłoki, ale pierwszy raz widziałam serce. I odkryłam Amerykę, gdy Pani powiedziała, że prawa komora jest tak naprawdę na samym środku i gdy ktoś jest zadźgany nożem to zwykle ta komora jest przebita, ale ponoć to lepsza opcja z powodu mniejszego ciśnienia krwi. Dotykałam przedsionków, przejeżdżałam palcem po żebrach, przejeżdżałam palcem po mięśniu krawieckim zachwycając się jego idealnym wyglądem. I ściskałam aorte. Wiedziałam, że jest duża, ale nie myślałam, że aż tak gruba i tak elastyczna. Zmarły Pan miał szwy na sercu, więc domyślam się, że przeszedł operację, a ponadto w aorcie dało się wyczuć skrzepliny, które spokojnie można było przesuwać.

Zawsze zastanawiałam sie jak to będzie na żywo zobaczyć zwłoki i je dotykać. Od zawsze o tym w jakiś sposób marzyłam, oglądałam setki sekcji zwłok w internecie, bawiłam się czasem w domu surowym mięsem, ale gdzieś z tyłu głowy był taki cichutki głos, który mówił, że na żywo może nie dam rady. Każdy straszył zapachem, wyglądem,że wymiotują, że mdleją, że strasznie. Mi się podoba. Owszem, czasem formalina szczypie w oczy, powoduje katar albo piecze w gardle, czasem robi Ci się trochę mdło, gdy nachylasz się nad zmarłym z których kapie formalina, ale tylko tyle. Na początku jak mieliśmy same kończyny zmarłych i oglądaliśmy żyły, tętnice, mięśnie to tak naprawdę miałam wrażenie,że to sztuczne ręce i nie docierało do mnie, że to człowiek. Dziwnie się czułam, ale byłam zachwycona. I nie widziałam nic poza fajnym przeżyciem w oglądaniu martwych części ciała, ale gdy mieliśmy juz całe zwłoki i Pani na nich nam wszystko tłumaczyła zaczęłam doceniać wartość edukacyjną, która jest przeogromna - na takim człowieku można się o wiele więcej nauczyć, zrozumieć wszystko, zobaczyć jak to naprawdę wygląda bo nawet najlepsze książki nie są w stanie tego oddać. Strasznie podoba mi sie anatomia i mimo ogromu nauki myślę, że przoduje w ulubionych zajęciach jak nie zajmuje pierwszego miejsca. Chciałabym być jak moja pani magister z anatomii, która szuka odpowiedników łacińskich nazw bo zapomina jak to było po polsku, która niemalże kładzie się na preparat ręki i szuka malutkiej żyłki, które wszystko wie i wszystko pamięta. Naprawdę ją podziwiam i chciałabym mieć taką wiedzę jak ona. Pierwszy raz zobaczyliśmy całe zwłoki przy zajęciach z miednicy, ponieważ cała grupą z panią magister poszliśmy szukać miednicy, przeszliśmy przez drzwi "Zakład medycyny sądowej. Prosektorum", a potem przez kolejne "Pomieszczenie służbowe". Mnóstwo korytarzy, gdzie są zajęcia, szpilki dla lekarskiego i fizjoterapii, dużo pomieszczeń z przeróżnymi preparatami, dużo rożnych zwłok na stołach, które przypominają stoły operacyjne. I na środku korytarza koło wind stał taki chirurgiczny wózek na kółkach z przykrytymi zwłokami przy którym się zatrzymaliśmy i zaczęliśmy oglądać. Były to świeże zwłoki, które dopiero przeszły wstępny proces preparacji. Miały zdjęte skórę i było widać dosłownie każdy miesięń. To było niesamowite.


Ale cóż, dziś trzeba zapomnieć o tym co niesamowite i zasiąść do nauki środków dorektalnych, dziewięciu tasiemców na mikrobiologię, budowy serca i płuc na anatomię i zacząć robić zadania.

piątek, 13 listopada 2015

Pilny student o piątej nad ranem

Za dziesięć minut wybija piąta nad ranem, a ja postanowiłam oderwać się od fascynującego tematu jakim są wlewki doodbytnicze oraz mięśnie oddechowe, by choć trochę nadrobić tu zaległości.

Z samego rana wyjechałam od siebie z rodzinnego miasta, by przyjechać na obowiązkowy wykład z prawa. Muszę przyznać, że choć ziewałam jak głupia to wykład był fajny i przede wszystkim bardzo ważny, ponieważ prawa nasze jak i pacjentów powinniśmy mieć w małym palcu. Co chwilę słyszymy, że rodziny są coraz bardziej rozszczeniowe, że każdy mały błąd może nas kosztować utratę prawa wykonywania zawodu, kupę kasy, czy nawet pozbawienie wolności. Nie chce skończyć za kratkami z długiem jak stąd do Chin tylko dlatego, że nie zamknęłam drzwi przy myciu pacjenta albo nie zapytałam o zgodę przy pobieraniu krwi. Myślę, że mogłoby mi być smutno, a nawet smutno bardzo.

Pierwsze kolokwium z anatomii zbliża się wielkimi krokami. Wszyscy straszą, że wielki pogrom, że noce i dnie miesiąc wcześniej trzeba się uczyć, a ja jakoś się niespecjalnie stresuje. Może stres dopiero przyjdzie, ale świadomość, że mogę to poprawić raz i drugi i może trzeci jakoś dodaje skrzydeł i dodaje pewności siebie. Myślę, że nie ma się co bać, skoro komuś zależy, chce i stara się regularnie uczyć, prawda?

Niesamowicie się siedzi w nocy, gdy wszyscy śpią i czyta o tym, że chcąc wykonać zabieg dorektalny powinno się wywiesić karteczkę "zaraz wracam", że wsadzając kankę pobudzamy zakończenia nerwowe zwieracza odbytu i że jest sto niebezpieczeństw, zagrożeń i wskazać do zabiegu, który jest jednym z dziesiątek zabiegów, które muszę znać na poniedziałek. I anatomia - dziesiątki mięśni oddechowych, klatki piersiowej i grzbietu, a do tego mechanika oddychania, żyły i tętnice klatki czy unerwienie. Jestem w raju.

Oczywiście nie narzekam, nie mam prawa. Wielu nie ma szansy studiować mimo tego, że bardzo chce, albo musi jeszcze ciężko pracować bądź zajmować się dzieckiem i dają radę, więc ja nie mogę narzekać. Tym bardziej, że wiedziałam na co się piszę, a ponadto CHCIAŁAM IŚĆ NA LEKARSKI. Nie mogę sobie tutaj nie poradzić bo wyjdę na największą kretynkę świata, naprawdę.

Wiele rzeczy powoli się weryfikuje, chociażby głupi fakt chodzenia na wykłady. Na samym początku powiedziałam sobie, że chodzę na wszystko bo to super, fajne sale, mówią do nas, można robić notatki, dużo się dowiem i tak dalej i tak dalej. Oczywistość zwaliła mnie z nóg - na wiele wykładów nie chodzę wcale, na większości nie słucham wcale tylko rysuję, gram, uczę się innych przedmiotów albo bezmyślnie przepisuje informacje ze slajdów robiąc notatki. Jednym z wykładów, który bardzo mi się podoba jest wykład z podstaw pielęgniarstwa, ale jest na ósmą rano w piątek i tylko dwa razy udało mi się na niego dotrzeć. Marny ze mnie student, prawda? Myślę, że nie tylko lenistwo na to wpływa, ale nadmiar godzin wykładowych (w piątki np. od 8 do 19:30 z jedną tylko 15 minutową przerwą!), słaby dojazd, który powoduje, że wyjeżdżam nieco ponad godzinę przed rozpoczęciem wykładu, brak silnej woli. Nie bez znaczenia jest też fakt, że całą grupą nie mieścimy się w naszych salach wykładowych i bardzo dużo osób siedzi na ziemi, zaznałam tego zaszczytu i myślałam, że pośladki, kręgosłup i wszystko po prostu mi odpadnie, a o pisaniu nie było mowy. Wyjęłam książkę o miłości i zaczęłam się zastanawiać czemu nie zostałam w łóżku - mogłabym uczyć się anatomii, ćwiczyć rzeczy z podstaw albo oglądać ukochanych Chirurgów, a ja uparłam się być pilna i wzorowa. Na szczęście mam coraz mniej wspólnego z pilną uczennicą, choć nie wiem czy to na szczęście, czy może raczej na nieszczęście.

Mieszkam na samej górze, a więc stukające krople deszczu słyszę niemalże wszędzie. Wiatr wieje tak mocno, że firanka nieśmiało tańczy, ale za to świst powietrza słychać w każdym miejscu. Brzydka pogoda, pyszna herbata i ja z książkami i notatkami - tak imprezę w piątkową noc.

środa, 11 listopada 2015

Naiwna, teorie i dwanaście godzin snu

Chyba byłam niezwykle naiwna wierząc, że będę miała czas tutaj pisać parę razy w tygodniu. Rzeczywistość okazała się o wiele bardziej brutalna i nie do końca wiem z czego to wynika, ponieważ mam parę teorii:

Teoria nr 1 - ŚUM chce nas wykończyć bo zajęcia mamy codziennie i to często jest tak, że idziemy z samego rana, a wracamy do domu przed dwudziestą drugą, gdzie w ciągu dnia mamy żadne albo piętnasto minutowe przerwy. W jeden czwartek wszyscy gadali na wykładzie w południe i mieli po prostu dość, a Pani wykładowczyni powiedziała, że rozumie, że jesteśmy zmęczeni i że już prawie weekend, a my tu musimy siedzieć, ale postara się szybko skończyć i będziemy mogli pójść do domu. Jedna z dwustuosób krzyknęła, że nie ma pośpiechu bo i tak do dwudziestej trzydzieści musimy tutaj być to Pani wybuchnęła tak głośnym i zaraźliwym śmiechem, a potem dodała, że przeprasza, ale nieźle nas urządzili. No nieźle.
Teoria nr 2 - Pielęgniarstwo jest niezwykle wymagające i nauki jest naprawdę dużo. Prawdą jest, że najwięcej nauki jest na poniedziałek i wtorek, ponieważ wtedy są wszystkie najtrudniejsze i najważniejsze przedmioty z podstawami pielęgniarstwa i anatomią na czele. Często jest tak, że w niedziele idę spać koło drugiej, wstaję po czwartej, by zdążyć dojechać na Francuską, wracam koło siedemnastej i od razu siadam do książek. Idę spać po trzeciej i wstaję po piątej. W zeszłym tygodniu byłam tak zmęczona, że gdy wróciłam to położyłam się do łóżka "na godzinę", a wstałam chwilę przed północą.
Teoria nr 3 - Wcale nie jest gorzej niż w liceum, jest dużo, dużo, dużo gorzej. Mówili, że jest przepaść, że ciężej, że różnica, ale nie mówili, że aż tak. Na angielskim w licuem przerabiając człowieka najbardziej zaawansowanym słówkiem był "kciuk" czy "rzęsy" i wszyscy się wkurzali, że po co nam takie słówka, że na co, że nie. Teraz z tygodnia na tydzień dochodzi mi tyle fachowych i dziwnych słówek, że dużo czasu zajmuje mi samo literowanie ich, by zapamiętać kolejność liter - przełyk (czyli słynny oesophagus), tchawica, jajowody, moczowody, śledziona, mięśnie szkieletowe, stawy, obręcz barkowa, powiechnia podkolanowa i inne takie cuda... Oczywiście napisanie instrukcji zmiany kroplówki czy opatrunku ze wszystkimi szczegółami nie powinno być już dla nas żadną angielską tajemnicą. Angielski to oczywiście żaden problem przy anatomii, czyli królowej ŚUMowskich nauk - zawsze uczę się z zajęć na zajęc i choć czasem poświęcam na to nawet i pięć dni to zawsze mam wrażenie, że wiem za mało. Nie jestem w stanie fizycznie zdążyć z całą nauką z anatomii, dlatego już drżę na myśl o egamiznie pod koniec roku, gdzie trzeba będzie powtórzyć cały materiał.
Teoria nr 4 - Rok przerwy od chodzenia do szkoły zrobił swoje, bo choć uczyłam się do matury to jednak ogarnianie dwóch przedmiotów to coś innego niż piętnastu, a ponadto chodząc do pracy mogłam się uczyć, więc czasu było o wiele więcej. Ponadto, myślę, że mój opracowany sposób nauki, który wypracował sobie mózg mógł pojechać na urlop i teraz dopiero powoli z niego wraca.
Teoria nr 5 - Może jestem nie do końca zorganizowana, może powinnam uczyć się jeszcze robiąc siku, jeżdżąc busem w ciemnościach, robiąc kanapki, a może za bardzo skupiam się na wszystkich szczegółach i chce się wszystkiego nauczyć. Starsze roczniki mówią nam, że nie da się wszystkie nauczyć, że nie ma czasu, by z wszystkiego być przygotownym i ja przyznaję im rację, ale ciężko mi się z tym pogodzić.

Teorie teoriami, od wczoraj jestem w domu i po przespaniu dwunastu godzin wciąż mam ochotę wrócić do łóżka. Ale nic z tego, od rana miałam ogromną ochotę sprzątać, więc mieszkanie błyszczy, a teraz lecę na rodzinne spotkanie do Babci. Czas wrócić do świata żywych. Co z tego, że tylko na dwa dni, ale lepsze dwa niż zero, prawda? Oczywiście wciąż z anatomią pod pachą.