czwartek, 24 września 2015

Trzy, dwa jeden... - przygotowania czas zakończyć!

Dziś oficjalnie zakończyłam przygotowania na moje pielęgniarskie studia co zapieczętowałam kupnem odpowiednich butów w których o dziwo nie wyglądam jak klaun, co innego zaś w moim mundurku, ale do tego dojdziemy zaraz....

Swoje przygotowania to studiów rozpoczęłam w momencie w którym dowiedziałam się, że dostałam się na studia. Na szczęście bez problemu w pierwszej turze na liście studentów pojawił się tajemniczy ciąg cyferek, który został mi przydzielony, więc odetchnęłam z ulgą czekając tylko aż moja przyjaciółka w kolejnej turze się dostanie. Byłam pewna, że jej się uda i dopiero w dniu w którym faktycznie tak się stało to i ja byłam szczęśliwa - szczęście najbliższych jest dla mnie najważniejsze, a patrząc na zmartwioną przyjaciółkę nie byłam w stanie skakać z radości.

Oglądałam przeróżne filmiki na youtube związane z pielęgniarstwem, pisałam po studentkach z roku wyżej zadając im setki pytań, kupiłam fartuch i czepek (wyglądam jak rzeźnik w masarni, serio), zaczęłam kolekcjonować książki łapiąc się za głowę ile to wszystko kosztuje... Wszystko mnie stresowało - czy kupię dobry fartuch, co tak naprawdę muszę kupić, czy chusta jest obowiązkowa, co z fartuchem do laboratorium, a czy buty mogą mieć kropki, czy muszę mieć dwa mundurki, jakie książki, a dlaczego ta książka nie, czy ten stetoskop jest obowiązkowy, ale co z tym książkami?

Dużym wyzwaniem były dla mnie trzy rzeczy - wynajem mieszkania i wszystko co się z tym wiąże (o tym opowiem następnym razem), zdobycie pieniędzy na studia oraz zakup pielęgniarskiego mundurka. Ostatecznie kupiłam mundurek w bardzo dużym rozmiarze, aby przy ruchach ręką bądź wyprostowaniu się guziki nie rozpinały się jeden za drugim, ponieważ mam niewymiarowo duże piersi! W fartuchu anatomicznym wyglądam jak rzeźnik, a w mundurka jak Babcia Klozetowa, a więc coś czuję, że bardzo trudno będzie zgadnąć, żę tak naprawdę studiuję pielęgniarstwo!

Wiecie, dla mnie przygotowania do studiów to trochę jak przygotowania do lotu w kosmos. Nigdy nie byłam studentką i przeraża mnie wszystko to co wiąże się ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym ponieważ jest to dla mnie całkiem nowe miejsce. Nowe miejsce, nowi ludzie, nowe mieszkanie, nowy tryb życia, ogromna ilość nauki, nowe zadania - dosłowanie wszystko nowe i to przez duże "N". Myślę, że nie jestem jedyną, która boi się tego co nieznane, ale z czasem zawsze to mija, a nieznane okazuje się tak piękne i ekscytujące, że śmieję się z siebie samej, że byłam na tyle głupia, by się stresować.

Cóż, do przeprowadzki został jeszcze pięć dni, a ja jeszcze nie zaczęłam wariować z tęsknoty, rozpaczy, stresu i żalu. Jedyne co czuję to ekscytacja, bo nigdy nie byłam w kosmosie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz