środa, 11 listopada 2015

Naiwna, teorie i dwanaście godzin snu

Chyba byłam niezwykle naiwna wierząc, że będę miała czas tutaj pisać parę razy w tygodniu. Rzeczywistość okazała się o wiele bardziej brutalna i nie do końca wiem z czego to wynika, ponieważ mam parę teorii:

Teoria nr 1 - ŚUM chce nas wykończyć bo zajęcia mamy codziennie i to często jest tak, że idziemy z samego rana, a wracamy do domu przed dwudziestą drugą, gdzie w ciągu dnia mamy żadne albo piętnasto minutowe przerwy. W jeden czwartek wszyscy gadali na wykładzie w południe i mieli po prostu dość, a Pani wykładowczyni powiedziała, że rozumie, że jesteśmy zmęczeni i że już prawie weekend, a my tu musimy siedzieć, ale postara się szybko skończyć i będziemy mogli pójść do domu. Jedna z dwustuosób krzyknęła, że nie ma pośpiechu bo i tak do dwudziestej trzydzieści musimy tutaj być to Pani wybuchnęła tak głośnym i zaraźliwym śmiechem, a potem dodała, że przeprasza, ale nieźle nas urządzili. No nieźle.
Teoria nr 2 - Pielęgniarstwo jest niezwykle wymagające i nauki jest naprawdę dużo. Prawdą jest, że najwięcej nauki jest na poniedziałek i wtorek, ponieważ wtedy są wszystkie najtrudniejsze i najważniejsze przedmioty z podstawami pielęgniarstwa i anatomią na czele. Często jest tak, że w niedziele idę spać koło drugiej, wstaję po czwartej, by zdążyć dojechać na Francuską, wracam koło siedemnastej i od razu siadam do książek. Idę spać po trzeciej i wstaję po piątej. W zeszłym tygodniu byłam tak zmęczona, że gdy wróciłam to położyłam się do łóżka "na godzinę", a wstałam chwilę przed północą.
Teoria nr 3 - Wcale nie jest gorzej niż w liceum, jest dużo, dużo, dużo gorzej. Mówili, że jest przepaść, że ciężej, że różnica, ale nie mówili, że aż tak. Na angielskim w licuem przerabiając człowieka najbardziej zaawansowanym słówkiem był "kciuk" czy "rzęsy" i wszyscy się wkurzali, że po co nam takie słówka, że na co, że nie. Teraz z tygodnia na tydzień dochodzi mi tyle fachowych i dziwnych słówek, że dużo czasu zajmuje mi samo literowanie ich, by zapamiętać kolejność liter - przełyk (czyli słynny oesophagus), tchawica, jajowody, moczowody, śledziona, mięśnie szkieletowe, stawy, obręcz barkowa, powiechnia podkolanowa i inne takie cuda... Oczywiście napisanie instrukcji zmiany kroplówki czy opatrunku ze wszystkimi szczegółami nie powinno być już dla nas żadną angielską tajemnicą. Angielski to oczywiście żaden problem przy anatomii, czyli królowej ŚUMowskich nauk - zawsze uczę się z zajęć na zajęc i choć czasem poświęcam na to nawet i pięć dni to zawsze mam wrażenie, że wiem za mało. Nie jestem w stanie fizycznie zdążyć z całą nauką z anatomii, dlatego już drżę na myśl o egamiznie pod koniec roku, gdzie trzeba będzie powtórzyć cały materiał.
Teoria nr 4 - Rok przerwy od chodzenia do szkoły zrobił swoje, bo choć uczyłam się do matury to jednak ogarnianie dwóch przedmiotów to coś innego niż piętnastu, a ponadto chodząc do pracy mogłam się uczyć, więc czasu było o wiele więcej. Ponadto, myślę, że mój opracowany sposób nauki, który wypracował sobie mózg mógł pojechać na urlop i teraz dopiero powoli z niego wraca.
Teoria nr 5 - Może jestem nie do końca zorganizowana, może powinnam uczyć się jeszcze robiąc siku, jeżdżąc busem w ciemnościach, robiąc kanapki, a może za bardzo skupiam się na wszystkich szczegółach i chce się wszystkiego nauczyć. Starsze roczniki mówią nam, że nie da się wszystkie nauczyć, że nie ma czasu, by z wszystkiego być przygotownym i ja przyznaję im rację, ale ciężko mi się z tym pogodzić.

Teorie teoriami, od wczoraj jestem w domu i po przespaniu dwunastu godzin wciąż mam ochotę wrócić do łóżka. Ale nic z tego, od rana miałam ogromną ochotę sprzątać, więc mieszkanie błyszczy, a teraz lecę na rodzinne spotkanie do Babci. Czas wrócić do świata żywych. Co z tego, że tylko na dwa dni, ale lepsze dwa niż zero, prawda? Oczywiście wciąż z anatomią pod pachą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz