Wczoraj oficjalnie zostałam studentką - odbyło się przywitanie, składanie przysięgi, zobaczyłam śmiesznie ubranych prorektorów, setki studentów, a potem omal nie zasnęłam na szkoleniu z bhp - naprawdę magia. Oglądałam prezentacje na temat rodzajów gaśnic, słuchałam o tym dlaczego nie można ukłuć się igłą i z czego są zbudowane sale wykładowe, abyśmy się nie spalili. Takich szkoleń nie polecam, ale fajnie było siedzieć w wielkiej auli w WYDZIALE LEKARSKIM i potem korzystać z lekarskiej toalety. Czułam się prawie jak studentka medycyny, miło, naprawdę miło.
Oczywiście nasz uniwersytet już musiał pokazać swoją magiczną stronę o której słyszę z każdej strony - z Adą i Piotrkiem chcieliśmy odebrać legitymacje studencką, staliśmy w kolejce, byliśmy już przy okienko, ale pani z dziekanatu zamknęła go wcześniej i powiedziała, że nas nie przyjmie. No i wszystko byłoby spoko, gdyby nie fakt, że w tygodniu dziekanat urzęduje wtedy, kiedy my mamy zajęcia. Na razie wielkim znakiem zapytania jest to jak odbiorę tą legitymację, ale chyba sprawdzają nasz spryt i odwagę. Bardzo śmieszne, naprawdę, bo muszę jeździć na normalnym bilecie i płacić dwa razy więcej.
Spotkaliśmy się dziś na godzinkę ze studentką, która zaczyna drugi rok - odkupiliśmy materiały, a przy okazji porozmawialiśmy. Rozwiała nasze wątpliwości, pocieszyła i tak naprawdę chyba już się niczego nie obawiam, choć fakt, że na moich pośladkach koleżanka będzie się uczyć robić zastrzyki domięśniowe trochę mnie przeraża, ale tylko trochę.
Piotr na pocieszenie postanowił zrobić szarlotkę z dodatkiem bananów, która wyszła naprawdę dobra. I choć z domu wzięliśmy wszystko poza blachą do ciasta to i z tym sobie poradziliśmy - upiekliśmy ciacho w garnku, więc myślę, że zastrzyki to będzie mały pikuś.
W poniedziałek pierwsze zajęcia o godzinie siódmej w centrum miasta, a więc muszę ruszyć tyłeczek i wsiąść do autobusu już po szóstej, a więc wstać przed piątą. I muszę się nauczyć, ponieważ wszyscy mówią, że będzie WEJŚĆIÓWKA, a rzeczy do nauki jest dość sporo. Nie chciałabym źle wypaść, aby wykładowcy nie wyrobili sobie od razu o mnie złego zdania i potem patrzyli na mnie jak na idiotkę, która nie wie co to aseptyka, choć na chwilę obecną jeszcze nie wiem. Ale się dowiem!
Jestem studentką, ale jaja. Będę chodzić na wykłady, mieć fartuszek, dotykać narządy w prosektorium, dźwigać ciężki i wielki atlas anatomii Nettera i spacerować po oddziałach. Jestem studentką!