sobota, 10 października 2015

Żyję. Pierwszy tydzień. Żyję.

Pierwszy tydzień był pełen stresu, ekscytacji, zachwytu, przerażenia i wszystkich innych możliwych emocji, ale wynikało to tylko z jednego – NOWEJ SYTUACJI. Nowa sytuacja jest trudna bo nie wiemy co nas czeka, jak mamy się zachować, czego od nas oczekują, chcemy wypaść jak najlepiej, ale nawet nie wiemy czasem jakie kroki podjąć, by tak się stało. Nowi ludzie, miejsca, tysiące zakamarków, spraw, rzeczy do zapamiętania i całkiem inna rzeczywistość. Ale nowe, nie znaczy gorsze. Jestem zadowolona i dziś na wykładzie jak myślałam o tym tygodniu to uśmiechałam się do siebie i myślałam, że teraz to dopiero się zacznie ostra nauka i zero psychicznego odpoczynku. Stresów jest milion – czy autobus przyjedzie na czas abym dotarła na zajęcia (ostatnio się spóźnił 35 minut), czy zdążę na drugi autobus którym jadę dalej, czy wykładowca mnie nie zapyta, czy znajdę sale, czy nie będzie wejściówki, czy wszystko pamiętam, czy dobrze to robię, czy to i czy tamto. Stres, stres, stres, stres, stres. Ale jak Cię stres nie zje, a zmotywuje i podniesie ciśnienie na tyle, że nie ziewasz na wykładzie to znaczy, że jest dobrze.

W przejrzysty sposób przedstawię KAŻDE zajęcia, które odbyły się w tym tygodniu, ale warto pamiętać, że niektóre zajęcia są ruchome, więc albo znikną za jakiś czas na rzecz innych bądź są stałe, ale wymienne z innym przedmiotem. Czeka mnie więc jeszcze trochę nowości, pewnie na każdym kroku bo każda informacja tutaj i umiejętność jest dla mnie nowością przez wielkie N.

Podstawy pielęgniarstwa
Pani była zachwycona, że wszyscy mamy już mundurki, a ja nie lubię tego mundurka bo wszyscy prawie wyglądamy jak kucharki, a na dodatek jest to niewygodne i można się ugotować. Poznaliśmy podstawowe pojęcia związane ze sterylizacją, aseptyką i innych rzeczach związanych z zakażeniami i higieną w szpitalu oraz ćwiczyliśmy higieniczne mycie rąk. Nigdy w życiu nie widziałam, by pielęgniarka odkręcała kran łokciem (bo zarazki) i myła ręce przez tyle czasu, w taki sposób i na dodatek każdy fragment powtarzała po pięć razy, ale spoko – zdam to za tydzień i mam nadzieję, że będę miała spokój. Przez kolejne cztery godziny bandażowaliśmy siebie nawzajem – czułam się okropnie, bo spałam tylko dwie godziny z powodu wysokiej gorączki i złego samopoczucia, a o 4 wstawałam, by dojechać do centrum na zajęcia. Bandażowanie jest do bani, mamy tysiące sposobów, przedziwne nazwy (średnio pięć słów przypada na każdą nazwę), a wszystko musi wyglądać estetycznie. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie wiem która nazwa to który sposób, który sposób od którego palca (kciuk lub mały, nie wiem co to za różnica) i w którą stronę bandaż, a na koniec problem pojawia się, gdy patrzysz i widzisz, że kłos nie jest równy tylko gówniany. Gówniane kłosy nie przejdą, jestem tego pewna.

Mikrobiologia i Parazytologia
Dwie godziny przerwy między poprzednimi zajęciami, a mikrobiologią czekałam tylko po to, aby się dowiedzieć, że za tydzień ktoś robi prezentacje i że regulamin jest na stronie, a teraz jesteśmy wolni. Jedyne co przez te osiem minut przyswoiłam to fakt, że wykładowca jest młody, ma super trampki i świetną marynarkę. A no i że za tydzień sprawdzian z wiedzy, która dopiero przed nami. Tak, to norma tutaj, ale może i na każdych studiach – na zajęcia przychodzisz przygotowana z każdego poprzedniego tematu i z tego, który dopiero będziesz przerabiać, ponieważ za każdym razem jest z tego test.

Anatomia (ćwiczenia)
Liczyłam, może naiwnie i głupio, że na pierwszych zajęciach pójdziemy do prosektorium i będę piać z zachwytu na widok ludzkich organów i zwłok. Dumnie szłam w swoim furtuchu i szajsowatym czepku, ale okazało się, że tak naprawdę siedziałam przy długim stole, przede mną były SZTUCZNE kości, a ja słuchałam jak Pani opowiada o kościach pokazując wszystko na niepełnosprawnym ze zużycia szkielet. Muszę jednak przyznać, że kobieta jest strasznie zainteresowana tym co robi i miło się jej słucha, choć czuję, że jest to najbardziej wymagający czasu, nauki i poświęceń przedmiot. Nauki, nauki, a nauki.

Psychologia (seminarium)
Dobieraliśmy się w pary i przedstawialiśmy siebie nawzajem, a później rozmawialiśmy o historii naszych imion. Zapowiada się miło, a przy okazji dowiedziałam się, że bardzo dużo osób ma inne imię niż mieć miało, ponieważ zakręcony Tata przekręcał, zapominał bądź zmieniał w urzędzie imię. Myślę, że przedmiot mi się przyda, ponieważ będę pracować z ludźmi i muszę wiedzieć jak się z nimi obchodzić.

Genetyka (ćwiczenia)
Pan niesamowicie stanowczy i śmiejący się z naszych braków z liceum oraz liczący, że wszystko wiemy i pamiętamy. Zadania, zadania i cały czas zadania, ale wiem, że to dopiero początek, bo z tego co czytałam przed nami kosmiczne rzeczy. I żeby nie było – strasznie fajny ten Pan, ciekawie opowiada, a ponadto mówi o ciekawych chorobach.

Zakażenia szpitalne (seminarium)
Najlepszy na świecie prowadzący, tak zabawny, że za śmiechu miałam łzy w oczach, a praktycznie cały czas się uśmiechałam. Może i nie jest najprzystojniejszy, ale ma w sobie taki urok i tak cudowny charakter, że mogłabym zostać jego żoną. Wymagający, to prawda, ale myślę, że to dobrze i nie mogę doczekać się kolejnego seminarium! Na koniec rozdawał tematy prezentacji, ale w sumie nic mi się za bardzo nie podobało poza jednym tematem, który był już zajęty przez dziewczyny, więc zapytał czym się tak naprawdę interesujemy i co byśmy chciały mieć – choroby lub profilaktyka, a więc padło na szczepionki. Jak Pan stwierdził- temat wymagający bo niejednoznaczny, a ponadto mamy zachęcić grupę do dyskusji. I najgorsze jest to, że tak naprawdę jestem osobą nieśmiałą i cholernie stresuję się występami przed publicznością. Matko, wyczuwam stres życia razy sto bo na co drugie zajęcia muszę zrobić prezentację.

Filozofia i etyka zawodu pielęgniarki (seminarium)
Zaczęliśmy kodeks pielęgniarek, ale jest to naprawdę ciekawe – warto wiedzieć co możemy, jakie mamy prawa, a jakie obowiązki oraz jak zachować się w danej sytuacji. Pani jest miła, przemiła, wyrozumiała, a ponadto super opowiada, ponieważ wszystko popiera sytuacjami ze szpitala i własnymi przeżyciami. Myślę, że to ta Pani jest sprawczynią tego, że prawie pogodziłam się z pielęgniarstwem i jestem z tego dumna. 

Wychowanie Fizyczne
Pan jest śmieszny i bardzo fajny – spotykamy się zawsze na siłowni i mamy robić co chcemy, ale musimy być aktywni, a nie siedzieć patrząc w sufit. Przez prawie dwie godziny jechałam na rowerku i pewnie dojechałam do Niemiec, a co!

Podstawy pielęgniarstwa (wykład)
Wykłady obowiązkowe, ale bardzo ciekawe – widać, że Pani kocha to co robi i opowiada z taką pasją, że chciało mi się jej słuchać. Byłam strasznie niewyspana, bo dzień wcześniej oblewałam swoje pierwsze POZYTYWNE zaliczenie, a ponadto spałam niecałe cztery godziny – ciągle ziewałam, czułam, że głowa lata mi na wszystkie strony i ze wszystkich sił skupiłam się na tym, aby nie zasnąć. Kawa z automatu zrobiła swoje, a dalsza część wykładu była niesamowita. Ta kobieta ma ogromną wiedzę i chciałabym w przyszłość wiedzieć choć jedną dziesiątą tego co ona.

Dietetyka (wykład)
Najgorsza prowadząca i najgorszy wykład, a wszystko przez tą Panią, która sama nie wiedziała co mówi, a wszystko praktycznie cytowała monotonnym głosem ze slajdów. Jej słowa często były niezgodne z prawdą co parę osób odważnie jej powiedziało, a z tym, że ten wykład był beznadziejny chyba zgodzi się każdy. Nie polecam i nie szłabym na to nigdy w życiu, ale jest to niestety warunek zaliczenia.

Zdrowie publiczne (wykład)
Miałam trzy godzinne okienko, więc szczęśliwa pojechałam do domu. I nie chciało mi się naprawdę wracać na uczelnie, ale to zrobiłam i co? Czekałam prawie pół godziny z prawie dwusetką innych studentów pod salą wykładową, ale nikt się nie pojawił, a nawet nie raczył nas poinformować. Ale co tam, kogo interesuje ponad dwieście studentów, gdzie połowa z nich dojeżdża nawet i trzy godziny.

Pedagogika (wykład)
Nuda, nuda, nuda i jeszcze raz nuda.

Pedagogika (seminarium)
Ciekawie, fajnie i wiele można się dowiedzieć, a przede wszystkim zrozumieć pewne zachowania i podejście człowieka w różnych wieku do różnych spraw. Mam nadzieję, ze po tych zajęciach jak i psychologi będę chociaż o kroczek bliżej tego, aby poznać człowieka i lepiej go zrozumieć. Nie ma nic ważniejszego niż umiejętne zrozumienie.

Podstawy ratownictwa medycznego (ćwiczenia)
Dwie panie, jedna zabawniejsza od drugiej i pierwsze ćwiczenia, które od razu bez żadnych prób i przygotowań zakończyły się zaliczeniem. Myślałam, że poćwiczymy trochę, ale okazało się, że wstępne badanie pacjenta by ocenić uszkodzenia kości, rany i stan oraz ułożenie go w odpowiedniej pozycji zaliczyliśmy parę minut po tym jak dowiedzieliśmy się jak to wygląda. Zdałam, pozytwnie, jest super.

Genetyka (wykład)
Myślę, że ta Pani mogłaby sobie przybić piątkę z Panią od dietetyki. Coś czuję, że to psiapsiółki i uwielbiają się najbardziej na świecie, bo i ten wykład był nudny jak karp z makiem. W połowie była przerwa i po moich ponad godzinnych błaganiach Ada się nade mną zlitowała i razem opuściłyśmy salę wykładową udając się na ławki z wydziału lekarskiego. Nigdy więcej się tam nie pojawię.

Anatomia (wykład)
Anatomia jest trudna, dlatego chce chodzić na te wykłady, choć nie wiem czy są obowiązkowe. Pani mówi ciekawie, fajnie opowiada, ma niesamowitą wiedzę i wszyscy wykładowcy się śmieję, że przypadkiem zrobiła doktorat z innego przedmiotu niż miała i mówi tak szybko jak karabinek maszynowy, stąd trzeba się bardzo skupić, by wchłonąć choć jedną setną wiedzy. No i jest najlepsza sala na świecie – w szpitalu, wielka i dokładnie taka jak na filmach. Z Adą i Piotrem usiedliśmy na samej górze i na samym środku, więc czułam się jak bogini świata.


I oby kolejne tygodnie były dla mnie łaskawe... A teraz, w ten piękny sobotni wieczór wrócę do ćwiczenia bandażowania i uczenia się z anatomii, a w przerwie popijam kawę i magazynuje notatki na mikrobiologię w poniedziałek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz