sobota, 24 października 2015

Wszyscy śpią. Ja oczywiście nie.

Jest wpół do trzeciej w nocy. W gruncie rzeczy może jest wcześniej, a może później, bo dzisiejszej nocy zmienia się godzinę, a to nigdy nie było moją mocną stroną. Nie mam pojęcia czy godzina na komputerze zmieniła się automatycznie, dopiero się zmieni czy wcale się nie zmieni. Obstawiam opcję pierwszą lub drugą, ale co ja się tam znam...

Wszyscy śpią - Piotrek u siebie, Ada w naszym pokoju i jak na nią patrzę to sama mam ochotę wskoczyć do łóżka i przykryć się kołdrą po czubek nosa. Obiecałam sobie, że nim pójdę spać zrobię parę rzeczy i nie mogę teraz tak po prostu oddać się swojej ulubionej czynności.

Prowadzenie tego bloga jest dużo trudniejsze niż myślałam, ponieważ z powodu nowej sytuacji jaką jest studiowanie, mieszkanie samemu i bardzo duży materiał do nauki mam chyba problemy z organizacją, albo tak to będzie wyglądać zawsze. Od rana do wieczora jestem na uczelni, a potem się uczę. Nierzadko jest tak, że wracam z uczelni koło dwudziestej (w czwartki chwilę przed dwudziestą drugą!), jem coś i biorę się za naukę, nad książkami siedzę do drugiej, a potem po piątej wstaję.

Nigdy nie piłam tak często i tak dużo kaw jak tutaj, naprawdę.

Dziś uczyłam się anatomii, mikrobiologii, pisałam długi referat z dietetyki, doszukiwałam materiałów na prezentację z zakażeń szpitalnych, robiłam notatki z mikrobiologii i anatomii. I ściągi. Tak, muszę się przyznać do tego, że zdarzyło mi się już raz ściągać i to właśnie na mikrobiologii. Po prostu nienawidzę uczyć się o dziwnych stworzonkach (nazywających się np. Acanthamoeba Castellani, Entamoeba Histolytica, Neagleria Fowleri czy Pneumocystis Carini) o których informacji jest po parę stron A4, które mają przeróżne cykle rozwojowe i mnóstwo rzeczy w sobie. Chorób i objawów wyuczyłam się na pamięć, ale z całą resztą nie jestem w stanie sobie poradzić bo najzwyczajniej szkoda mi czasu, którego i tak nie mam. Wolę skupić się na najważniejszych przedmiotach.

A właśnie, nauczyłam się bardzo szybko, że nie mogę być najlepsza, a nawet dobra we wszystkim bo jest to fizycznie niemożliwe. Trzeba czasem stawiać na bylejakość, szczęście, zrządzenie losu i to co najważniejsze. Była to trudna lekcja, ale przyjęłam ją dzielnie i wciąż uczę się tego co powinnam, a czego nie powinnam.

Mam nadzieję, że po środzie (mam za sobą wtedy wszystkie najtrudniejsze przedmioty) opowiem Wam o wykładowcach, zdobytej wiedzy, zaliczeniach i niezaliczeniach, studenckim życiu i wszystkim o czym chce, a nie mam czasu.

Ok, wracam do mikrobiologii, a potem do łóżka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz