Za dziesięć minut wybija piąta nad ranem, a ja postanowiłam oderwać się od fascynującego tematu jakim są wlewki doodbytnicze oraz mięśnie oddechowe, by choć trochę nadrobić tu zaległości.
Z samego rana wyjechałam od siebie z rodzinnego miasta, by przyjechać na obowiązkowy wykład z prawa. Muszę przyznać, że choć ziewałam jak głupia to wykład był fajny i przede wszystkim bardzo ważny, ponieważ prawa nasze jak i pacjentów powinniśmy mieć w małym palcu. Co chwilę słyszymy, że rodziny są coraz bardziej rozszczeniowe, że każdy mały błąd może nas kosztować utratę prawa wykonywania zawodu, kupę kasy, czy nawet pozbawienie wolności. Nie chce skończyć za kratkami z długiem jak stąd do Chin tylko dlatego, że nie zamknęłam drzwi przy myciu pacjenta albo nie zapytałam o zgodę przy pobieraniu krwi. Myślę, że mogłoby mi być smutno, a nawet smutno bardzo.
Pierwsze kolokwium z anatomii zbliża się wielkimi krokami. Wszyscy straszą, że wielki pogrom, że noce i dnie miesiąc wcześniej trzeba się uczyć, a ja jakoś się niespecjalnie stresuje. Może stres dopiero przyjdzie, ale świadomość, że mogę to poprawić raz i drugi i może trzeci jakoś dodaje skrzydeł i dodaje pewności siebie. Myślę, że nie ma się co bać, skoro komuś zależy, chce i stara się regularnie uczyć, prawda?
Niesamowicie się siedzi w nocy, gdy wszyscy śpią i czyta o tym, że chcąc wykonać zabieg dorektalny powinno się wywiesić karteczkę "zaraz wracam", że wsadzając kankę pobudzamy zakończenia nerwowe zwieracza odbytu i że jest sto niebezpieczeństw, zagrożeń i wskazać do zabiegu, który jest jednym z dziesiątek zabiegów, które muszę znać na poniedziałek. I anatomia - dziesiątki mięśni oddechowych, klatki piersiowej i grzbietu, a do tego mechanika oddychania, żyły i tętnice klatki czy unerwienie. Jestem w raju.
Oczywiście nie narzekam, nie mam prawa. Wielu nie ma szansy studiować mimo tego, że bardzo chce, albo musi jeszcze ciężko pracować bądź zajmować się dzieckiem i dają radę, więc ja nie mogę narzekać. Tym bardziej, że wiedziałam na co się piszę, a ponadto CHCIAŁAM IŚĆ NA LEKARSKI. Nie mogę sobie tutaj nie poradzić bo wyjdę na największą kretynkę świata, naprawdę.
Wiele rzeczy powoli się weryfikuje, chociażby głupi fakt chodzenia na wykłady. Na samym początku powiedziałam sobie, że chodzę na wszystko bo to super, fajne sale, mówią do nas, można robić notatki, dużo się dowiem i tak dalej i tak dalej. Oczywistość zwaliła mnie z nóg - na wiele wykładów nie chodzę wcale, na większości nie słucham wcale tylko rysuję, gram, uczę się innych przedmiotów albo bezmyślnie przepisuje informacje ze slajdów robiąc notatki. Jednym z wykładów, który bardzo mi się podoba jest wykład z podstaw pielęgniarstwa, ale jest na ósmą rano w piątek i tylko dwa razy udało mi się na niego dotrzeć. Marny ze mnie student, prawda? Myślę, że nie tylko lenistwo na to wpływa, ale nadmiar godzin wykładowych (w piątki np. od 8 do 19:30 z jedną tylko 15 minutową przerwą!), słaby dojazd, który powoduje, że wyjeżdżam nieco ponad godzinę przed rozpoczęciem wykładu, brak silnej woli. Nie bez znaczenia jest też fakt, że całą grupą nie mieścimy się w naszych salach wykładowych i bardzo dużo osób siedzi na ziemi, zaznałam tego zaszczytu i myślałam, że pośladki, kręgosłup i wszystko po prostu mi odpadnie, a o pisaniu nie było mowy. Wyjęłam książkę o miłości i zaczęłam się zastanawiać czemu nie zostałam w łóżku - mogłabym uczyć się anatomii, ćwiczyć rzeczy z podstaw albo oglądać ukochanych Chirurgów, a ja uparłam się być pilna i wzorowa. Na szczęście mam coraz mniej wspólnego z pilną uczennicą, choć nie wiem czy to na szczęście, czy może raczej na nieszczęście.
Mieszkam na samej górze, a więc stukające krople deszczu słyszę niemalże wszędzie. Wiatr wieje tak mocno, że firanka nieśmiało tańczy, ale za to świst powietrza słychać w każdym miejscu. Brzydka pogoda, pyszna herbata i ja z książkami i notatkami - tak imprezę w piątkową noc.
Wiem co to znaczy siedzieć od rana do wieczora na zajęciach. Przerabiałam to. Jednak nie studiowałam tak wymagającego i ambitnego kierunku. Zajęcia opuściłam tylko kilka razy. Ciężko było pogodzić je z pracą. Po prostu nie byłam z niej wypuszczana, bo mogłam ją stracić. Jednak dałam radę - zawzięłam się, po jakimś czasie znalazłam inną i wszystko dało się pogodzić. Czasami byłam leniwa, jednak obowiązkowość, sumienność, systematyczność i przede wszystkim chęci, zwyciężyły. Życzę powodzenia! :)
OdpowiedzUsuń