Chciałam jutro (naprawdę, na sercu z ręką!) wybrać się na wykład z ratownictwa, a pod wieczór okazało się, że został odwołany. No cóż, zostanę w domu i pouczę się na kolokwium z dietetyki. Czy może być coś ciekawszego od wiadomości na temat obwodu pasa, który pomoże nam stwierdzić otyłość typu brzusznego (kobiety całe 88 centymetrów), wskazaniach do pozajelitowego żywienia czy informacji, która odmieniła moje życie - w 1 gramie tłuszczu mamy 9 kalorii, więc lepiej zajadać się cukrem bo ma ich o pięć mniej. Jak na imprezie zarzucę takimi ciekawostkami to wszyscy uderzą głową o stół z podziwu i dostanę sto piw gratis. Co z tego, że średnio lubię piwa, ale zawsze fajnie dostać coś gratis.
Wczoraj na anatomii dotykałam wieprzowego serducha, ale i ludzkiego. Niesamowite, piękne i wyglądające CAŁKIEM inaczej niż w książce. Marzę jeszcze o tym, by zobaczyć bijące serce na żywo i móc dotknąć je palcem, by poczuć regularne skurcze, a nawet i migotanie komór, które wygląda tak podniecająco na filmikach, że patrzę, patrzę i nie mogę przestać. I potem szybka defibrylacja po której powraca prawidłowy rytm zatokowy. Dziś już wiem, że odpowiada za niego węzeł zatokowo-komorowy, a co! I kolejne sto piw dla mnie, brawa, brawa oraz owacje na stojąco.
Na anatomii byliśmy znów w prosektorium i pierwszy raz przy zwłokach poleciały mi łzy, bo zwłoki w środku były wypełnione formaliną, przykryte całkiem mokrą płachtą i po prostu niesamowicie szczypało, piekło i drapało wszędzie. Stałam tuż przy stole sekcyjnym i miałam możliwość dotknąć żółądka, serca, wątroby, zobaczyć jelita na żywo i faktycznie są takie jak na filmach - tak długie i ogromne, że połowa leżała na stole. I w końcu potrafię sobie idealnie wyobrazić przestrzenne położenie wszystkich narzódów ze śledzioną (która zresztą wygląda jak cienka gąbka) i trzustką na czele. Magia, magia no po prostu magia.
I ZDAŁAM KOLOSA Z ANATOMII W PIERWSZYM TERMINIE. Pani z anatomii powiedziała nam wcześniej, że to pogrom, że większość nie zdaje w pierwszym terminie, a tu proszę - udało się. I kolokwium z angielskiego również zaliczone i kolejna mikrobiologia. Teraz powoli szykują się najgorsze zaliczenia bo z części wykładowej na której zwykle mnie nie było albo która jest tak obszerna i bez sensu, że po prostu nie zapamiętywałam z tego nic na bieżąco. A teraz nadrób tyle godzin, tyle kartek i tyle tysiący niezrozumiałych słów... Ale dam radę, będę ciężko pracować, by potem być z siebie zadowolona i mieć spokój na święta. Podczas świątecznej przerwy odpocznę za wszystkie czasy, nacieszę się wszystkimi dookoła i książką pod ciepłą kołdrą wieczorną porą.
Cóż, teraz powinnam przestać się nad tym zastanawiać i wrócić do notatek, ponieważ niedługo będzie druga w nocy, a ja chciałabym napajać się do samego rana tą interesującą wiedzą.
Gratuluję zdanego kolokwium. Fascynujące zajęcia. Kompletnie odmienne od tego, co miałam na matematyce :P
OdpowiedzUsuń